O tożsamości żydowskiej w naszych czasach i w ogóle

”ד

Pracownicy naukowi - 2014

„Nagle mężczyzna wstaje rano i czuje, że jest ludem i zaczyna chodzić”

Michał Abraham

Jeśli są kibuce, które nie wiedzą, czym jest Jom Kippur, nie wiedzą, czym jest Szabat i nie wiedzą, czym jest nadzieja. Hodowane są króliki i świnie. Czy mają związek ze swoim ojcem?… Array? Tablica jest rzeczą świętą? Odcięli się od całej naszej przeszłości i proszą o nową Torę. Jeśli nie ma Szabatu i Jom Kippur, to czym jest Żydem?

            (Mowa królików rabina Shacha, Yad Eliyahu, 1990)

Ten artykuł został napisany w czasach, gdy wybuchają kolejne negocjacje między nami a Palestyńczykami, ale tym razem kwestie tożsamości, które do niego doprowadziły, są znacznie bliżej powierzchni. Głównym powodem wybuchu dla Izraela było żądanie uznania państwa Izrael jako państwa żydowskiego. Na to żądanie odpowiadają m.in. argumenty Palestyńczyków i innych elementów, które wymagają od nas przede wszystkim określenia, co i kto jest Żydem w naszych oczach, zanim zażądamy tego od innych. W tym kontekście niektórzy przedstawiają nas jako potomków Chazarów, podważając w ten sposób historyczną autentyczność narracji żydowskiej, to znaczy, że rzeczywiście jesteśmy naturalną kontynuacją starożytnych Żydów, którzy żyli tutaj, w Ziemi Izraela. Z drugiej strony Palestyńczycy również przedstawiają historyczną (nieco urojoną) tożsamość narodową jako podstawę swoich argumentów. Szczególnie zabawny przykład znalazłem w artykule Eldada Becka, który opisuje rozmowę między minister Tzipi Livni, która w imieniu izraelskiego rządu prowadzi negocjacje z Palestyńczykami, a Saibem Erekatem, który odpowiada za negocjacje po stronie palestyńskiej :[1]

Członkowie dużej izraelskiej delegacji na Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa byli zszokowani ostatniej nocy, gdy członek palestyńskiego zespołu negocjacyjnego, Saeb Erekat, uderzył Livni, że on i jego rodzina są Kananejczykami i mieszkają w Jerychu 3,000 lat (!?) Przed przybyciem do Bnei Izrael pod przywództwem Jehoszuy Ben Nuna. Podczas dyskusji na temat procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, w którym obaj uczestniczyli, Erekat zaczął mówić o różnych narracjach historycznych obu stron, izraelskiej i palestyńskiej, i argumentował, że Palestyńczycy i jego przedstawiciel są w rzeczywistości potomkami Kananejczyków i dlatego więcej praw do ziemi palestyńskiej niż Żydów. Livni odpowiedziała, że ​​Izrael i Palestyńczycy nie powinni pytać, która narracja jest bardziej sprawiedliwa, ale jak budować przyszłość. „Nie patrzę na układ pokojowy w romantyczny sposób. Cynizm jest nie mniej niebezpieczny niż naiwność. „Izrael chce pokoju, ponieważ leży to w jego interesie”.

Poza praktycznym argumentem, istnieje poczucie, że Livni stara się uniknąć tej wstydliwej dyskusji, ponieważ uważa, że ​​tożsamość narodowa jest zasadniczo rodzajem narracji, a zatem dyskusja o niej jest nieistotna. Nie ma tu ani dobra, ani zła, bo jak jest dziś zwyczajem sądzić, że każdy naród stanowi własną tożsamość i nikomu innemu nie wolno tego robić. Wielu powie, że nawet w tożsamości żydowskiej są dziury, które wypełniają różne narracje (chociaż dawkowanie różni się bardzo od przykładu palestyńskiego). Twierdzenia Goldy, Ben-Zion Netanjahu i wielu innych, że nie ma czegoś takiego jak Palestyńczyk, brzmią dziś bardzo nieaktualnie i archaicznie. Nie z powodu jakichkolwiek ustaleń historycznych, ale dlatego, że ludzie i narodowość są pojęciami, które są definiowane tylko de facto.

Kwestie tożsamości, historyczne i kulturowe, odmawiają nam odejścia. Stoją wyprostowani i raz po raz nas atakują. Wydaje się, że prawie nigdzie na świecie kwestie tożsamości narodowej nie zajmują ludzi tak egzystencjalnie, jak wśród Żydów i oczywiście również w Izraelu. Być może można znaleźć argumenty, czy jesteś autentycznym Belgiem, ale głównie jako narzędzie do bicia przeciwników lub jako element romansu ruchu narodowo-nacjonalistycznego. Trudno sobie nawet wyobrazić grupę lub osobę zmagającą się egzystencjalnie z kwestią bycia Belgiem czy Libijczykiem, prawdziwym i autentycznym.

Jeśli weźmiemy za przykład naszą tożsamość osobistą, żaden z nas nie jest niezdecydowany, czy jestem prawdziwym Michaelem Abrahamem, a kim właściwie jestem Michaelem Abrahamem? Jaka jest definicja Michaela Abrahama i czy na to odpowiadam? Tożsamość osobista jest oczywista i nie wymaga definicji. To samo dotyczy tożsamości rodziny. Każda osoba należąca do rodziny Abrahama jest właśnie taka i to wszystko. Pytania o kryteria i definicje w tych kontekstach wydają się być pochylone. Odnoszę wrażenie, że w większości narodów dotyczy to również tożsamości narodowej. Ona po prostu tam jest i to wszystko. Więc co takiego jest w niej, w żydowskiej tożsamości, że tak egzystencjalnie nas niepokoi? Czy możliwa jest w ogóle konstruktywna i inteligentna dyskusja na ten temat?

W niniejszym artykule postaram się opisać problemy metodologiczne związane z dyskusją o tożsamości żydowskiej, a także przedstawić zdroworozsądkową i a priori analizę zagadnienia i jego znaczeń. Nie będę więc wdawał się w szczegóły i niuanse, aby nie stracić całościowego obrazu i pozwolić sobie na stosowanie uogólnień, które wydają mi się rozsądne, bez potrzeby konkretnych źródeł, Tory czy ogólnej myśli. Moja potrzeba aktualności, a w szczególności polityki konfliktu izraelsko-palestyńskiego, nie jest tutaj realizowana dla celów polemicznych, ale dla zademonstrowania twierdzeń, które pojawią się w moich słowach. Nie wyrażam tutaj stanowiska co do samego konfliktu i sposobu jego rozwiązania.

Dyskusja kulturalno-filozoficzna i dyskusja halachiczna-Tora

Główne pojęcie zawarte w tytule dyskusji, tożsamość żydowska, jest niejasne. Dyskusja na ten temat może przebiegać co najmniej w dwóch kierunkach: Żydowska tożsamość narodowa w sensie filozoficzno-etniczno-kulturowym. B. Tożsamość żydowska w sensie Tory-halachy (wielu w ogóle nie zaakceptuje założenia, że ​​są to dwie różne dyskusje). Wiąże się to oczywiście z pytaniem (moim zdaniem jałowym), czy judaizm jest religią, czy narodem, czego też tutaj nie będę poruszał. Nie są to tylko dwie różne dyskusje, ale wyrażają dwie różne metody dyskusji: czy prowadzić dyskusję w bardziej ogólnym systemie pojęciowym, czy w systemie halachicznym-Tory.

Ogólnie rzecz biorąc, tożsamości religijne są łatwiejsze do zdefiniowania niż tożsamości narodowe. To dlatego, że tożsamości religijne opierają się na wspólnych wartościach i normach, a w szczególności na zaangażowanych działaniach i przekonaniach (choć z różnymi odcieniami interpretacji. Nic w życiu nie jest tak proste).[2] W przeciwieństwie do tego, tożsamość narodowa jest pojęciem bardziej amorficznym i opiera się na historii, terytorium, kulturze, religii, języku, pewnych cechach charakteru i nie tylko, lub na kombinacji tych wszystkich. Zwykle tożsamość narodowa nie odnosi się do wspólnych zasad mentalnych lub praktycznych, a już na pewno nie do zasad charakterystycznych dla konkretnego narodu. Ale kultura, język, cechy psychologiczne tego czy innego rodzaju są zmienne i niejednoznaczne, iw większości przypadków można je również dzielić z innymi narodowościami. Co więcej, niektóre z tych cech różnią się, a osoba fizyczna lub firma może przyjąć lub zrezygnować z niektórych z nich. Więc które z nich jest niezbędnym kryterium tożsamości narodowej?

Tak też jest w kontekście żydowskim. Bardzo łatwo jest zdefiniować religijną tożsamość żydowską. Ci, którzy są zobowiązani do zachowania micw, mają tożsamość żydowską. Ile micw należy przestrzegać? To jest bardziej skomplikowane pytanie i staje się coraz bardziej skomplikowane w naszym złożonym pokoleniu, ale jest to pytanie drugiego rzędu. Zaangażowanie w zasady micwos jest wystarczającą definicją dla naszych potrzeb.[3] Co więcej, w kontekście halachicznym kwestia tożsamości, nawet religijnej, nie ma znaczenia. Istnieje dość jasna definicja halachiczna dotycząca wszystkich rodzajów zobowiązań religijnych, do kogo są one skierowane i z kim są związane. Kwestie tożsamości religijnej nie pojawiają się bezpośrednio w świecie pojęć Tory-halachicznych.

Jeżeli w odniesieniu do tożsamości religijnej pytanie to nie ma halachicznego znaczenia, to w odniesieniu do kwestii tożsamości narodowej sprawa jest łatwa i materialna. Jaka jest halachiczna konsekwencja ustalenia, że ​​grupa ma żydowską tożsamość narodową? W halacha znaczenie ma pytanie, kto przestrzega lub nie przestrzega micw, a tym bardziej pytanie, kto musi, a kto nie może ich przestrzegać. Kwestia tożsamości nie ma jasnej halachicznej odpowiedzi i sama w sobie nie ma bezpośrednich halachicznych implikacji.

Z halachicznego punktu widzenia Żyd to ktoś, kto urodził się z żydowskiej matki lub został prawidłowo nawrócony.[4] To jest jego tożsamość w sensie halachicznym i nie ma znaczenia, co robi, aw szczególności, czy przestrzega micw, czy nie. Halachicznie oczywiście musi ich przestrzegać i można dyskutować, czy ten, kto tego nie robi, jest przestępcą i co należy mu zrobić. Ale kwestia jego tożsamości nie ma znaczenia. Zwroty takie jak „wyszedł z całego Izraela” są w większości metaforyczne i nie mają realnego praktycznego implikacji w halachy. A nawet jeśli mają jakieś znaczenie, halacha definiuje je według swoich kryteriów technicznych.

Tożsamość narodowa: rozróżnienie między umowami a nieprzewidzianymi okolicznościami

Do tej pory zajmowaliśmy się kwestiami tożsamości z halachiczno-religijnego punktu widzenia. Z ogólnego, filozoficznego punktu widzenia, głównym przedmiotem zainteresowania jest tożsamość narodowa, a nie religijna. Wspomniałem już, że tożsamość narodowa w ogóle jest pojęciem niejasnym i trudnym do zdefiniowania. Tutaj skupię się głównie na dwóch skrajnych biegunach w odniesieniu do definicji tożsamości narodowej: podejściu konsensualnym (konwencjonalistycznym) i podejściu esencjalistycznym (esencjalistycznym).

Kwestia nacjonalizmu i tożsamości narodowej jest kwestią nową i zasadniczo nowoczesną. W odległej przeszłości z różnych powodów ludzie prawie nie zadawali sobie pytania, jaka jest ich tożsamość narodowa i jak ją definiować. Świat był bardziej statyczny, ludzie nie dokonywali wielu zmian w swoim życiu i prawie nie musieli konfrontować swoich tożsamości z tożsamościami konkurencyjnymi. Wątpliwe jest, czy istniała w ich świadomości odrębna koncepcja tożsamości narodowej, a nawet jeśli zmiany w tej tożsamości następowały spontanicznie, naturalnie i nieświadomie. Tożsamość narodowa była naturalna, zbliżona do wspomnianych tożsamości osobistych i rodzinnych. Pochodzenie religijne również przyczyniło się do zainteresowania, ponieważ większość ludzi miała tożsamość religijną. We wcześniejszym świecie panowało przekonanie, że królestwo jest darem od Boga dla tych, którzy urodzili się królem, podobnie jak nasza tożsamość narodowa i religijna oraz przynależność do niej. Wszystkie one zostały stworzone wraz ze światem w ciągu sześciu dni Księgi Rodzaju i zostały uznane za pewnik i za pewnik.

W epoce nowożytnej, wraz z rozwojem nacjonalizmu w Europie i ogólnie na świecie, pytanie zaczęło nabierać pełnej mocy. Trudność w zdefiniowaniu tożsamości narodowej przyniosła odpowiedzi, które w większości znajdują się między dwoma biegunami: pierwszym jest biegun konwencjonalistyczny, który postrzega tożsamość narodową jako coś opartego na prawie arbitralnym porozumieniu. Kiedyś grupa postrzega siebie jako lud, przynajmniej jeśli trwa przez pewien czas, ponieważ wtedy jest ludem. Poeta Amir Gilboa w 1953 roku, po utworzeniu państwa, opisał to następująco: „Nagle człowiek wstaje rano i czuje, że jest ludem, i zaczyna chodzić”. Drugim biegunem są spostrzeżenia merytoryczne, które postrzegają tożsamość narodową jako coś naturalnego i ustrukturyzowanego, podobnie jak tożsamość osobista. Kiedy bardziej zastanawiamy się nad naturą tego nieuchwytnego „naturalnego” pierwiastka, narodowości, romantycy czasami przychodzą do metafizyki. Zgodnie z tymi podejściami narodowość ma w pewnym sensie istnienie metafizyczne, coś w rodzaju idei platońskiej, a jednostki tworzące naród są włączone do tego bytu ze względu na ich metafizyczny związek z nim. Każdy koń należy do grupy koni bez konieczności jednoznacznego definiowania, czym jest koń. To tylko koń i tyle. Podobnie każdy Belg należy do grupy belgijskiej, nie zobowiązując się do żadnych definicji. Nie tylko dlatego, że trudno podsuwać definicje, ale dlatego, że nie jest to konieczne. Tożsamość narodowa jest pojęciem naturalnym, podobnie jak tożsamość osobista i rodzinna.

Ważne jest, aby zrozumieć, że słowa Amira Gilboa opisujące przebudzenie narodowe również mogły zostać napisane w ramach koncepcji merytoryczno-metafizycznej, ale tutaj będzie to przebudzenie empiryczne, w którym do świadomości ludzi przenika ta sama rzeczywistość metafizyczna, która wcześniej była uśpiona. . Budzi się w nich i chcą to realizować w praktyce, w konkretnych instytucjonalnych sensach politycznych i społecznych. Nagle człowiek wstaje i odczuwa metafizyczny fakt (co zawsze było prawdą), że jest ludem, i zaczyna iść. W romansie przebudzenia narodowego człowiek powstał w sensie przebudzenia ze śpiączki, w przeciwieństwie do konsensualnej koncepcji, w której powstał, interpretuje się jako wznoszenie się z ziemi, aby rozpocząć marsz. Debata dotyczy tego, czy establishment jest przebudzeniem, czy formacją.

Tożsamość narodowa: podejście konsensualne i jego ekspresja

Po uzgodnionej stronie mapy stoją myśliciele tacy jak Benedict Anderson w jego wpływowej książce Wyimaginowane społeczności (1983) i wielu innych. Zaprzeczają one istnieniu zasadniczej treści pojęć takich jak narodowość i tożsamość narodowa. Osoby z takim podejściem postrzegają narodowość jako rodzaj arbitralnej fikcji, która tworzy się i krystalizuje w świadomości niektórych grup w ich (zazwyczaj wspólnej) historii. Ważne jest, aby zrozumieć, że nie oznacza to, że to przebudzenie jest niesłuszne lub że jego żądania i twierdzenia mogą być lekceważone. absolutnie nie. Tożsamość narodowa istnieje jako fakt psychologiczny i jest ważna dla ludzi, dlatego wielu uważa, że ​​zasługuje na szacunek. Ale zasadniczo jest to coś arbitralnego. Aby wyostrzyć sens tego podejścia, czytelnik wybaczy mi, jeśli poświęcę tutaj kilka akapitów bieżącym sprawom.

Jaskrawym przykładem podejścia, które należy do szkoły konsensualnej, jest pogląd prof. Shlomo Zanda. Zand jest historykiem z Uniwersytetu w Tel Awiwie, który wcześniej należał do kręgów Kompasu i należy do kręgów radykalnej lewicy w Izraelu. W swojej kontrowersyjnej książce Kiedy i jak wymyślono naród żydowski? (Wrestling, 2008) Zand zdecydował się przeanalizować przykład, który szczególnie podważa tezę Benedicta Andersona. Próbuje tam udowodnić, że naród żydowski to wyimaginowana społeczność. To zadanie jest szczególnie ambitne, bo jakakolwiek jest nasza opinia na temat stanowiska Andersona, jeśli istnieje przykład w (zachodnim) świecie, który stoi w jawnej sprzeczności z jego tezą, to jest nim naród żydowski. Rzeczywiście, moim zdaniem (i zdaniem wielu innych) książka Zanda źle znosi badania historyczne, aw szczególności podważa tak fundamentalne i ważne rozróżnienie między ideologią a badaniami akademickimi.[5] Ale to, co mu na to pozwala, to wrodzona dwuznaczność pojęcia tożsamości narodowej.

Jeśli będziemy kontynuować bieżące wydarzenia, szczególnie wyraźnym przykładem z drugiego bieguna, który dobrze potwierdza pogląd Andersona, jest naród palestyński. Palestyńczycy to naród wyraźnie oparty na wyobrażonej tożsamości (która czasami obejmuje naprawdę fikcyjne halucynacje, takie jak przynależność do Filistynów lub biblijnych Kananejczyków, a nawet do wcześniejszych epok)[6], Stworzony prawie z niczego w ujęciu historycznym.

Sensowne jest tutaj wskazanie typowej implikacji konsensualnej koncepcji. Na początku swojej książki Zand dedykuje ją: „Pamięci mieszkańców al-Sheikh Mu'anis, którzy zostali przesiedleni w odległej przeszłości z miejsca, w którym mieszkam i pracuję w bliskiej teraźniejszości”. Ton jest opisowy i pogodny, a na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie widzi w tym problemu. Jeśli tożsamości narodowe są z natury wyobrażone, to jedna wyobrażona tożsamość popycha drugą. Przychodzi i znika. To jest droga świata. Według niego są to fakty psychologiczne, a nie wartości metafizyczne czy prawdy, nawet prawdy historyczne. To jest druga strona konwencjonalistycznej waluty, która postrzega tożsamości narodowe jako wyimaginowane.

Wniosek jest taki, że jeśli tożsamość narodowa jest w rzeczywistości arbitralną umową podmiotową, to można wyciągnąć dwa (choć niekoniecznie) wnioski gorsze (choć niekoniecznie): 1. Takie podmioty nie mają realnych praw. Narody to stworzenia pozbawione kręgosłupa, które nie istnieją poza ludzką wyobraźnią. 2. Tożsamość narodowa jest integralną częścią tożsamości wielu osób i de facto nie ma innej tożsamości narodowej (w zasadzie prawdziwej), więc fakt, że jest to tożsamość urojona, nie oznacza, że ​​roszczenia i roszczenia takich podmiotów mogą być niedoceniane.

Cudem sporo osób o takim podejściu pozwala sobie na krytykę jednej tożsamości (w przypadku Zanda, izraelskiego Żyda) i oskarża je o mistyfikowanie arbitralnej i wyobrażonej konwencji społecznej, wymyślanie siebie i poznawanie z tego samego punktu widzenia, innej wyobrażonej tożsamości (Palestyńczyk na przykładzie Zand). Absurdal potęguje fakt, że w szczególności naród żydowski jest najmniej udanym przykładem, a naród palestyński jest najwyraźniejszym przykładem wyimaginowanego nacjonalizmu. Powtórzę i podkreślę, że nie zamierzam tutaj omawiać właściwego stosunku do roszczenia takiej wspólnoty do uznania politycznego, ponieważ jest to kwestia normatywno-wartościowo-polityczna. Zajmuję się tutaj wyłącznie opisem historyczno-kulturowym i krytyką niespójności w dyskusji.

Tożsamość narodowa: podstawowe podejście

Do tej pory obstawałem przy konwencjonalizmie i jego problematycznym charakterze. Być może właśnie z powodu tych trudności niektórzy przenoszą koncepcję tożsamości narodowej do królestwa metafizyki. Przebudzenie narodowe w Europie, a także żydowskie przebudzenie narodowe, które znalazło odzwierciedlenie w ruchu syjonistycznym i było pod silnym wpływem europejskiego narodowego romantyzmu. Ruchy te często wyrażają stanowisko, że nacjonalizm opiera się na jakiejś metafizycznej jednostce (lud, naród). Skrajne przejawy tego poglądu pojawiają się w faszystowskich wypowiedziach (w hitlerowskich Niemczech, Bismarcku i wielu innych wcześniejszych, a także we Włoszech Garibaldiego i nie tylko). Te postawy zostały wyrażone w myśli Tory rabina Kooka i jego uczniów. Przyjęli tę metafizyczną ideę i uczynili z niej istotę wiary żydowskiej. Żydowska iskra, przyćmiona, ukryta, zaprzeczana i stłumiona, jakkolwiek by nie była, jest tym, co definiuje judaizm człowieka. Cnota Izraela oraz wrodzona i genetyczna wyjątkowość każdego Żyda stała się niemal wyłącznym kryterium judaizmu, zwłaszcza gdy wszystkie tradycyjne cechy (przestrzeganie) zniknęły, a przynajmniej przestały być uzgodnionym wspólnym mianownikiem. „Kneset Izraela” z metafory stał się ontologicznym wyrazem żydowskiej idei metafizycznej.

Przedstawiam tu podejście merytoryczne w odpowiedzi na konsensualne, ale na osi historycznej widać wyraźnie, że koncepcja substancjalna (choć nie zawsze metafizyczna) poprzedzała konwencjonalizm. Historycznie to podejście konwencjonalistyczne pojawiło się w odpowiedzi na podejścia merytoryczne. Jeśli podejście merytoryczne jest bardzo utożsamiane z modernizmem i przebudzeniem narodowym, to konwencjonalizm jest częścią postnarodowej „nowej krytyki”, utożsamianej ze stanowiskiem określanym jako postmodernizm.

Podstawowy paradoks

Do tej pory opisałem te dwie przeciwstawne percepcje. Gdzie się zderzają? Jakie są między nimi różnice? Myślę, że na tym poziomie czeka nas niespodzianka. Osoby z drugim podejściem, podstawowymi, a priori są zwolnione z poszukiwania definicji tożsamości narodowej. Przecież według nich każdy, kto ma powinowactwo do idei metafizycznej (Kneset Izraela), jest Żydem. Nawet w kontrowersji o nawrócenie słyszymy raz po raz o tezie „Nasienia Izraela” jako podstawie do żądania ułatwienia procesu nawrócenia i nic dziwnego, że pochodzi on głównie z kręgów bliskich rabinowi Kookowi. To metafizyka definiuje nas jako Żydów i dlatego jesteśmy zwolnieni z potrzeby definicji programowych. Dla metafizycznych romantyków tożsamość żydowska jest faktem empirycznym, który nie podlega treści, wartościom ani żadnym innym kryterium. Oczywiście osoby o takiej postawie mogą uważać, że każdy Żyd musi przestrzegać wartości i micwo Tory, ale nie ma to nic wspólnego z jego definicją jako Żyda i jego tożsamością.

Oczywiście, nawet według koncepcji materialistyczno-metafizycznych, można proponować różne cechy żydowskiej tożsamości narodowej, ale w ich mniemaniu są to cechy przygodne, czyli nieistotne dla zdefiniowania narodu. Nawet ci, którzy ich nie przestrzegają, są Żydami z racji przynależności do żydowskiej idei metafizycznej. Choć jest to nieoczekiwane, pytanie o tożsamość jest obce myśleniu tradycyjnemu.

Z drugiej strony ci, którzy mają podejście konwencjonalistyczne, ci, którzy nie wierzą w romans metafizyczny, potrzebują znacznie więcej definicji, kryteriów i cech, dzięki którym będą mogli ocenić, kto należy do tej tożsamości narodowej, a kto nie. Dlatego zadają sobie pytanie, dlaczego jesteśmy Żydami. Jeśli nie metafizyka, to czym jest? Ale konwencjonaliści nie znajdują takiej przekonującej definicji, a tym samym dochodzą do percepcji wyobrażonej tożsamości. Wielu z nich przyjmuje definicję, która nie wydaje się być naturalną kontynuacją tożsamości żydowskiej, jaką postrzegano przed tysiącami lat. Czytanie książek Amosa Oza, mówienie po hebrajsku, służba w wojsku i płacenie przyzwoitych podatków państwu, prześladowanie w Holokauście, a być może także inspirowanie się źródłami Tory, to cechy dzisiejszej tożsamości żydowskiej. Do tego należy dodać wspólną historię i genealogię. To fakty i tylko to naprawdę charakteryzuje współczesnych Żydów (choć na pewno nie wszystkich). Jeśli tak, to ich zdaniem tożsamość narodowa też jest rodzajem faktu, podobnie jak w metodzie metafizycznej, tyle że tutaj jest to fakt psychologiczno-historyczny, a nie metafizyczny.

W związku z podejściem konwencjonalistycznym pojawiają się dwa pytania:

  • W jakim sensie ta tożsamość narodowa stanowi kontynuację wcześniejszych przejawów? Jeśli tylko tożsamość wyobrażona jest podstawą ciągłości, to nie wystarczy. Musimy najpierw zdefiniować grupę, a dopiero potem zapytać, jakie są jej cechy. Ale dopóki nie istnieją cechy charakterystyczne, jak definiujemy grupę? Jest to pytanie, które pozostaje bez zadowalającego rozwiązania i nie może być dla niego zadowalającego rozwiązania w konsensualnym obrazie. Jak stwierdzono, nawet osoby zajmujące istotne stanowisko nie mają rozwiązania tego problemu, poza tym, że wcale im to nie przeszkadza.
  • Czy te definicje naprawdę „robią robotę”? W końcu te definicje tak naprawdę nie wytrzymują żadnego krytycznego testu. Pomyśl o ustawieniach sugerowanych powyżej. Mówienie w języku hebrajskim z pewnością niekoniecznie odróżnia Żydów, az drugiej strony jest wielu Żydów, którzy nie mówią po hebrajsku. Nawet związek z Biblią nie jest taki (Chrześcijaństwo jest z nią znacznie głębiej związane, a wielu Żydów wcale nie jest z nią związanych). Płacenie podatków i służba wojskowa z pewnością niekoniecznie charakteryzuje Żydów (Druzowie, Arabowie, robotnicy migrujący i inni obywatele nie-Żydzi robią to nie mniej dobrze). Wręcz przeciwnie, jest wielu dobrych Żydów, którzy tego nie robią i nikt nie wątpi w ich judaizm. Amos Oz i Biblię czyta się na całym świecie, nawet jeśli nie w oryginalnym języku. Z drugiej strony, czy literatura pisana w Polsce związana z Biblią jest także żydowska? Więc co zostało?

Należy tutaj zauważyć, że z pewnością istnieją żydowskie cechy charakteru, jak można powiedzieć o zbiorowym charakterze wielu innych narodów. Ale cechy charakteru nie są identyczne narodowo. Co więcej, aby mówić o cesze charakteru, należy najpierw zdefiniować grupę, która jest nią obdarzona. W końcu na świecie jest wielu ludzi obdarzonych charakterem, który może wchodzić w definicję żydowskiego charakteru, a jednak nikt nie powie, że są Żydami. Dopiero gdy wiemy, kim jest Żyd, możemy spojrzeć na grupę Żydów i zapytać, czy są jakieś cechy charakteru, które ich charakteryzują. Jest też żydowska historia i wspólne pochodzenie, ale to tylko fakty. Trudno dostrzec w tym wszystkim wartość i nie jest jasne, dlaczego to wszystko jest postrzegane jako problem egzystencjalny i jako coś, co wymaga zdefiniowania. Prawdą jest, że większość Żydów ma w pewnym sensie wspólne pochodzenie i historię. Więc co? Czy jest miejsce na twierdzenie, że ktoś jest Żydem, w sensie genealogicznym i historycznym? Jeśli taki jest, to taki jest, a jeśli nie, to nie.

Jeśli tak, to nawet jeśli staniemy się bardzo otwarci i elastyczni, nadal trudno jest wskazać palcem ostre kryterium, kto jest narodowym Żydem w sensie wartości w podejściu konsensualnym. Może należałoby przyjąć metodę przyjętą w diagnostyce psychologicznej (a czasem także medycznej), zgodnie z którą istnienie pewnej ilości cech z danej listy stanowiłoby zadowalającą definicję tożsamości żydowskiej? Jak wykazałem powyżej, również trudno uznać to za satysfakcjonujące kryterium. Czy ktoś z nas może podać taką listę? Czy ktoś z nas może wyjaśnić, dlaczego wymaganych jest sześć z tej listy atrybutów, a nie siedem czy pięć? A przede wszystkim, czy to kryterium rzeczywiście skutecznie rozróżnia Żydów i nie-Żydów w wiarygodny sposób? Zupełnie wyraźnie nie (patrz przykłady powyżej).

Z powodu tej problematycznej natury wielu konwencjonalistów powraca tutaj do królestwa genetyki halachicznej, co oznacza, że ​​oni również szukają żydowskiej tożsamości w matce. Inni powieszą to na osobistej świadomości człowieka: Żyd to ten, kto czuje się i deklaruje, że jest Żydem.[7] Wbudowana okrągłość i pustka tej definicji tak naprawdę nie przeszkadza konwencjonalistom. Umowy są gotowe zaakceptować każdą konwencję, czy to okrężną, czy bezsensowną, kiedykolwiek. Jego ważność wynika z faktu, że się na to zgodzili. Oczekuje się jednak, że wyobrażona społeczność będzie skłonna oprzeć swoją tożsamość na wyimaginowanych kryteriach. Poza tymi wszystkimi argumentami wciąż są to albo fakty, albo puste argumenty, co z pewnością nie wyjaśnia egzystencjalnego napięcia wokół tej kwestii.

Rabin Shach w swoim cytowanym przemówieniu atakuje definicję tożsamości żydowskiej i czyni to w kategoriach halachicznych. Przedstawia w zasadzie rodzaj pozycji merytorycznej, ale niekoniecznie metafizycznej (tożsamość narodowa w sensie przywiązania do określonych wartości). Wikipedia „Speech of the Rabbits and the Pigs” opisuje reakcję Rebe z Lubawicz na mowę królików rabina Shacha w następujący sposób:

Rebe Lubawiczerów„, Wtyczka do paska Rabina Szacha przez wiele lat odpowiadał na przemówienie we własnym przemówieniu, które wygłosił nasabat Następnie w swoim beit midraszu. Rebe powiedział, że nikomu nie wolno wypowiadać się przeciwko narodowi żydowskiemu. Żydowski pogląd jest taki, że „Izrael, chociaż grzech Izraela jest”, dzieci Izraela są „jedynym synem” םוהים A kto przemawia w swoim potępieniu, jak ten, który przemawia w potępieniu Bożym. Każdemu Żydowi trzeba pomóc w utrzymaniu wszystkiego Przykazania Religię, ale w żaden sposób jej nie atakuj. Rebe określił swoich współczesnych jako „Udim w cieniu ognia” i „Schwytane dzieci, że nie są winni swojej wiedzy i stosunku do judaizmu.

To jest przykład reakcji typu metafizycznego. Z kolei ówczesny prezydent Haim Herzog wyraził konwencjonalistyczną odpowiedź na słowa rabina Szacha, gdy zastanawiał się, jak może być żydowskość kibucników kubilników i kajdanek, którzy z wielkim oddaniem założyli państwo i służyli w wojsku. zakwestionowany. Na co więc szykuje się rabin Shach? Nie akceptuje metafizyki ani nie chce być konwencjonalistą. Czy istnieje trzecia opcja?

Czy niedefiniowalne pojęcia nie istnieją?

Oczywisty wniosek jest taki, że pojęcie żydowskiej tożsamości narodowej jest niedefiniowalne. Oczywiście możliwe jest podanie różnych definicji, każda w zależności od jego stopnia kreatywności, ale z pewnością nie jest możliwe uzgodnienie definicji, a przynajmniej w przypadku większości grup nie wydaje się, aby wykluczyć tych, którzy nie spełniają ich definicji z cały Izrael (o ile ich matka jest Żydówką). Czy to oznacza, że ​​taka tożsamość jest z konieczności urojona, co oznacza, że ​​tożsamość żydowska tak naprawdę nie istnieje? Czy jedyną opcją dla metafizyki lub formalizmu halachicznego jest narracja? Nie jestem pewny.

To pytanie przenosi nas w sferę filozoficzną, do której nie ma miejsca, w którą można wejść, więc postaram się tylko pokrótce o tym poruszyć. Używamy wielu niejasnych terminów, takich jak sztuka, racjonalność, nauka, demokracja i nie tylko. Jednak gdy podchodzimy do zdefiniowania takiego pojęcia, napotykamy problemy podobne do opisanych tutaj. Wielu wnioskuje z tego, że te koncepcje są wyimaginowane, a nawet budują wokół nich wspaniały postmodernistyczny pałac (konceptualny związek z rabinem Szagarem nie jest przypadkowy). Wyraźnym tego przykładem jest książka Gideona Ofrata, Definicja sztuki, który podaje dziesiątki różnych definicji pojęcia sztuki i odrzuca je, aż w końcu dochodzi do wniosku, że sztuka jest tym, co eksponowane jest w muzeum (!). Z kolei Robert M. Piersig w swojej kultowej książce Zen i sztuka konserwacji motocykla, opisuje metaforyczną podróż profesora retoryki imieniem Phydros, który dąży do zdefiniowania pojęcia jakości. W pewnym momencie przechodzi oświecenie, dochodząc do wniosku, że filozofia grecka wywołała w nas złudzenie, że każde pojęcie musi mieć definicję, a pojęcie bez definicji po prostu nie istnieje (jest sobie wyobrażane). Ale pojęcie takie jak jakość jest prawdopodobnie niedefiniowalne, a jednak odmawia przyjęcia wniosku, że jest to pojęcie, które nie ma prawdziwej treści. Zwykła konwencja. Oczywiste jest, że istnieją połączenia wysokiej jakości, a niektóre nie. W tym samym stopniu istnieją dzieła sztuki i są dzieła o niskiej wartości artystycznej. Wniosek jest taki, że pojęcia takie jak jakość czy sztuka, choć trudne i być może niemożliwe do zdefiniowania, nadal istnieją. Niekoniecznie są wymyślone.

Wydaje się, że podobne twierdzenie można postawić również w kontekście tożsamości narodowej. Można przyjąć zasadniczą tezę, że istnieje tożsamość narodowa bez potrzeby metafizyki. Tożsamość narodowa ma różne cechy i trudno jest podać jej definicję, a jednak niekoniecznie chodzi tu o wyobrażenia czy konwencje, ani o metafizykę. Może to być amorficzna, realna koncepcja, która jest trudna lub niemożliwa do zdefiniowania. Wydaje mi się, że podobna definicja merytoryczna leży u podstaw koncepcji rabina Szacha (choć proponuje on definicję halachiczną i nie akceptuje możliwości alternatywnej definicji narodowej). Twierdzi, że istnieje podstawowa definicja tożsamości żydowskiej, a nawet żądania od ludzi opartych na niej. Z drugiej strony nie widzi w metafizyce zadowalającej alternatywy. Jeśli chodzi o mnie, to nie wydaje mi się. Bez metafizyki nie widzę, jak można mówić o bycie narodowym w sensie ontologicznym. Ale jest dla mnie jasne, że wielu się ze mną nie zgadza.

Wnioski

Jak dotąd filozofia. Ale teraz pojawia się kolejne pytanie: dlaczego to wszystko jest w ogóle ważne? Dlaczego mielibyśmy definiować, a nawet próbować zrozumieć tożsamość żydowską? Odpowiadam, że to w ogóle nie ma znaczenia. Nie ma żadnych implikacji dla tego pytania i jest to co najwyżej kwestia intelektualnej analizy (zwykle jałowej, a może nawet pozbawionej treści). Jeśli mogę grzeszyć w psychologii fotela, to poszukiwanie tożsamości żydowskiej jest wyrazem poczucia przywiązania do żydowskiej religii i historii bez chęci ich praktycznego zastosowania. Ludzie szukają alternatyw dla tożsamości, która kiedyś była religijna, aby po wyrzeczeniu się tożsamości i religijnego zaangażowania mogli poczuć się Żydami. W tym celu wymyślane są nowe pytania i nowe koncepcje, a ich rozszyfrowanie wkłada się w znaczny i daremny wysiłek.

Moim zdaniem nie ma mowy o inteligentnej dyskusji o żydowskiej tożsamości, a już na pewno nie podejmować decyzji w tej sprawie, co też nie jest tak naprawdę ważne. Jeśli to konwencja, to po co się kłócić o porozumienia. Każdy podpisze umowy, które mu się pojawiają. Jeśli to metafizyka, to nie widzę, jak jest dostępna do debaty i debaty. I nawet jeśli przyjmiemy merytoryczną koncepcję żydowskiej (w przeciwieństwie do halachicznej) tożsamości żydowskiej, to znowu jest ona niedostępna dla definicji, do dyskusji, a już na pewno nie do uzgodnionej decyzji. Są to propozycje semantyczne, z których wiele jest bezpodstawnych, a inne są całkowicie pozbawione treści lub nie wytrzymują próby sensowności. Co więcej, jak już wskazałem, wszystko to nie ma żadnego praktycznego znaczenia. To są psychologiczne zmagania ludzi z samym sobą i nic więcej.

Ten zbędny i nieistotny argument jest teraz używany przede wszystkim do zmiażdżenia przeciwnika. Każdy, kto chce propagować idee socjalistyczne – tłumaczy nam wszystkim, że judaizm zawsze był socjalistyczny, a każdy, kto nie jest taki, nie jest Żydem. Inni, którzy interesują się ideami militarystycznymi, obnoszą się także z judaizmem i tożsamością żydowską. Tak samo jest z demokracją, równością, kapitalizmem, wolnością, otwartością, przymusem, dobroczynnością i życzliwością, sprawiedliwością społeczną i wszystkimi innymi wzniosłymi wartościami. Krótko mówiąc, judaizm jest światłem dla pogan, ale natura tego światła jest zasadniczo niepodważalna i niezdecydowana. W przeciwieństwie do innych kontrowersji, które mogą być sposobem wyjaśnienia, a także mogą mieć w tym jakąś wartość, spór dotyczący tożsamości żydowskiej jest w zasadzie nierozwiązany i nieistotny w jakimkolwiek sensie.

Jedna rzecz jest dość logicznie jasna: żadna z tych list wartości (socjalizm, militaryzm, sprawiedliwość społeczna, równość, wolność itp.) ani żadna inna wartość nie może stanowić istotnego, koniecznego lub wystarczającego elementu w definicji Tożsamość żydowska. Każdy, kto wierzy w którąkolwiek z tych wartości lub w dowolną ich kombinację, może być fantazyjnym Gojem dla wszystkich opinii i niekwestionowanym. Nie ma przeszkód, by być socjalistycznym Gojem, opowiadającym się za równością lub wolnością, militarystą czy nie. Dlatego wszystkie te kryteria nie są istotnymi kryteriami tożsamości żydowskiej, nawet jeśli wydarzy się to, co niewiarygodne (i nie obawiaj się, że prawdopodobnie się nie wydarzy), a ktoś będzie w stanie udowodnić na podstawie żydowskiej tradycji i źródeł, że jedno z nich jest rzeczywiście częścią program tej tożsamości.

Tożsamość żydowska w naszych czasach

Wniosek jest taki, że debata o tożsamości narodowej jest daremna i bezwartościowa. Jak już wspomniałem, to samo dotyczy tożsamości religijnej. Każdy, kto urodził się z żydowskiej matki lub właściwie się nawrócił, musi przestrzegać przykazań Tory i słów mędrców i nie popełniać wykroczeń. Otóż ​​to. Definicje człowieka, jego tożsamości i innych warzyw są sprawą subiektywną i mogą być psychologiczne, metafizyczne, konwencjonalistyczne, a może nawet amorficzne (niedefiniowalne) amorficzne. Wszystkie możliwości mogą być słuszne, więc nie ma sensu o nich dyskutować.

Zastanówmy się, jakie mogą być konsekwencje takiej dyskusji? Że ktoś odczuje satysfakcję, że jest dobrym Żydem? Dobre samopoczucie to sprawa dla psychologów. Dyskusje o tożsamości w sensie wartości są jałową i pustą semantyką, a zatem niepotrzebną. Jeśli dana jest konkretna implikacja, dla której jesteśmy zainteresowani zdefiniowaniem tożsamości, to będzie można (być może) przedyskutować istotne pytania na jej temat. Ale dopóki jest to ogólna dyskusja, wszyscy będą definiować swój judaizm tak, jak chcą. Nawet jeśli jedno ma rację, a drugie się myli, to pytanie to nie powinno nikogo interesować, z wyjątkiem nielicznych badaczy akademickich, którzy utrzymują się z takich semantycznych analiz. Z drugiej strony, kim jestem, żeby ingerować w ten heroiczny i daremny wysiłek? Syzyf jest również częścią naszej tożsamości kulturowej…[8]

[1] Eldad Beck z Niemiec, YNET, 1.2.2014.

[2] Proces sekularyzacji rodzi kwestie naukowej tożsamości religijnej (czy to oznacza protestancką, muzułmańską, czy katolicką, świecką?).

[3] Jeśli mamy do czynienia z definicjami, to charakter danych micw i motywacja ich przestrzegania są bardzo ważne. Nawet jeśli prawo wymaga postępowania moralnego, jest mało prawdopodobne, aby zdefiniować judaizm na tej podstawie, ponieważ jest on wspólny dla wszystkich na świecie. Nawet micwot, takie jak osada Erec Israel, które nie mają charakteru moralnego, nie mogą określać religijnej tożsamości żydowskiej, ponieważ istnieje ona również w tych, którzy nie określają się jako część religii żydowskiej, ponieważ w wielu przypadkach motywacja bo ich istnienie pochodzi z tego samego miejsca.

[4] Chociaż nawrócenie jest również procesem, który sam w sobie jest tak samo kontrowersyjny jak wiele innych halachicznych kwestii, to wystarcza na nasze potrzeby.

[5] Nie przeszkodziło to w tłumaczeniu książki na dwadzieścia języków i zdobywaniu nagród na całym świecie.

[6] Zobacz, cytując cytowany powyżej list Eldada Becka.

[7] Zgodnie z moimi najlepszymi wspomnieniami, ówczesny prezydent Haim Herzog w swojej odpowiedzi na przemówienie królika, a także wielu innych do dziś, wspomniał o tym „kryterium”. Każdy, kto ma odrobinę wrażliwości logicznej, jest zdumiony tym fascynującym zjawiskiem. Chcemy zdefiniować pojęcie żydowskie i to w następujący sposób: wszystko, co można umieścić w miejscu X w następującym formacie: „X, który czuł X” i opis jest prawdziwy, jest żydowskie. Zgodnie z tą definicją, każda samoświadoma istota, która nie okłamuje siebie, jest Żydem (sprawdź grupę umieszczającą).

[8] Możliwe, że musimy również zrozumieć powyższy wniosek Gideona Ofrata. Być może nie mówi, że nie ma czegoś takiego jak sztuka, a jedynie konkluduje, że dyskusja o niej jest niepotrzebna i bezowocna.

3 myśli na temat „Tożsamość żydowska w naszych czasach i ogólnie”

  1. Kiedy definiujesz Żyda jako kogoś, kto uważa się za Żyda, nic nie powiedziałeś. Terminy użyte w definicji powinny być znajome przed i bez niej. Więc jeśli założymy, że termin Żyd to X i definicja musi to wyjaśnić, to w zasadzie to, co powiedziałeś w takiej definicji, to to, że Żyd to X, który myśli, że jest X.

  2. Nie zgadzam się. Aby zidentyfikować materiał, który nie jest w ogóle zdefiniowany. W Kabale jest definicja zarówno boskości, jak i blasku itp. Dopóki mówi się niejasną Torem, jest to definicja pozbawiona sensu. Zdecydowanie istnieje definicja. Ale nie przyprowadzę jej teraz. To, co jest niezdefiniowane, oznacza, że ​​nie ma zasady, która łączyłaby wszystkich w celu zidentyfikowania jednego. I dlatego nie ma jednej tożsamości dla wszystkich. Istnieje nafkamina dla tożsamości żydowskiej. Bo sam fakt, że postrzegam siebie jako Żyda i nie wątpię w tożsamość innego jako Żyda. W tym łączę się z nim i kiedy robię pewien czyn i definiuję go jako czyn żydowski, to mówię Żydowi, że częścią jego żydowskich wartości jest wykonywanie tych czynów. Co niekoniecznie jest prawdą, ponieważ na przykład kot zachowuje się skromnie, nie należąc do religii skromności, ale człowiek ma zdolność zachowywania się jak pies i jedzenia na podłodze z chęci osiągnięcia innego celu. Chociaż ścieżka, którą wybrał, jest sprzeczna z naturą.

    Jeśli Żyd naprawdę widzi siebie jako nowego Żyda i odcina się od żydowskiej tożsamości, to na przykład ten drugi nie będzie korzystał z Prawa Powrotu. Zwłaszcza jeśli odbywa się to poza instytucjami państwowymi jako państwo żydowskie. Ale kiedy połączenie zostaje zerwane, nazywa się to seksem i zgodnie z żydowskim prawem powinno to spowodować śmierć pośrednią.

    Więc jeśli wszyscy postrzegamy siebie jako Żydów. Pomimo różnic, jest jedna rzecz, która nas wszystkich łączy, a to sprawia, że ​​nie rezygnujemy z naszej żydowskiej definicji. A stowarzyszanie się jest związane ze wszystkimi Żydami na świecie. Nie jest to definicja prawna, ponieważ przyznają ją nawet Żydzi, którzy nie uznają prawa. To jest definicja stylu życia, którego pragną wszyscy Żydzi. Jest to definicja, która ma wyraz w jego życiu jako Żyda, nawet jeśli jest to tylko próba realizacji tej definicji. W każdym razie jest to centrum wartości. Czy to próbując to zrealizować, czy próbując to zignorować na siłę. Bo to też jest nastawienie. Z drugiej strony wartość, z którą nie ma związku, nie zaprzecza temu, o czym w ogóle nie myśli i nie radzi sobie z konfliktami.

zostaw komentarz